Mileta Rajović odszedł z Legii przynajmniej do końca sezonu. Dość niespodziewanie wrócił do swojej ojczyzny i został wypożyczony do Midtjylland z opcją wykupu po zakończonym sezonie. Choć ze względu na charakter transakcji, nie jest to definitywne pożegnanie Legii z 27-latkiem i równie dobrze może niebawem wrócić do stołecznego klubu, coś ten ruch jednak nam mówi... Jeżeli nie jest to koniec, to jest to poważny początek końca tego związku. Pokazujący, że w Legii nie chcą go już nie tylko kibice, ale i Marek Papszun, i zarząd Legii. Zresztą chyba każdy widział... Przygoda Rajovicia w Legii musiała dobiegnąć końca - przygoda absolutnie tragiczna... I stało się.
Ale właściwie, dlaczego Mileta Rajović nie wypalił? Jak to się stało, że dziś nazwisko „Rajović” kojarzy się jedynie z wpadkami i błedami? Czy ten związek mógł zakończyć się inaczej? Co doprowadziło nas do takich, a nie innych zdarzeń?
Przed Państwem historia prawdopodobnie najbardziej obśmiewanego i wyszydzanego zawodnika całej PKO Ekstraklasy od wielu lat. Piłkarz, z którego na początku śmieli się kibice przeciwników, a za tym poszła cała piłkarska Polska – od ekspertów telewizyjnych, aż do własnych kibiców… Stracił już zaufanie KAŻDEGO i już chyba nikt się nie łudzi, że odbudowałby się w Warszawie.
Mileta Rajović wypożyczony do FC Midtjylland.
27-letni napastnik został wypożyczony do końca sezonu 2026/27 do wicemistrza Danii. Umowa zawiera opcję wykupu zawodnika. pic.twitter.com/4V4UxbCgTs
— Legia Warszawa (@LegiaWarszawa) September 2, 2026
Czy Mileta Rajović to najgorszy transfer w historii Ekstraklasy?
Pytanie trochę ofensywne, ale nie ukrywamy, że trochę musi być taki cały ten artykuł. Nawet jeżeli nie zgadzacie się z nazywaniem Milety Rajovicia najgorszym transferem w historii Ekstraklasy, wskażcie lepszego kandydata do takiego tytułu… Jeżeli nawet o kimś pomyśleliście, należy tylko przypomnieć o okolicznościach, w których Duńczyk pojawiał się w stolicy. Najdroższy transfer w historii klubu (przy problemach finansowych Legii), potrzeba sprowadzenia „dziewiątki”, nieco innego profilu niż znajdujący się wówczas w kadrze napastnicy.
Efekt? 50 meczów, 10 goli, 0 asyst i oglądanie na Łazienkowskiej przez kibiców chyba najbardziej frustrującego zawodnika ostatnich lat. Nie wspominając o zaprzepaszczonej szansie na grę w europejskich pucharach – w dużej mierze ze względu na jego pudła. Dodatkowo należy wziąć pod uwagę to, że tak wyszło, iż przychodził w miejsce źle wspominanego w Warszawie Marca Guala. A dzisiaj standardy zostały na tyle obniżone, że co jakiś czas się jednak za Hiszpanem tęskni. To wszystko jest bardzo wymowne.
Mileta Rajović to połączenie jakości, doświadczenia i naszej legijnej mentalności. Jest napastnikiem o świetnych warunkach fizycznych i dużym potencjale strzeleckim. To typowy król pola karnego – jest silny fizycznie i lubi powalczyć o piłkę, strzela bramki głową i obiema nogami. Właśnie takiego typu zawodnika szukaliśmy, aby dać trenerowi Iordanescu możliwość wyboru odpowiedniego profilu zawodnika do gry w atakumówił w momencie przyjścia Rajovicia ówczesny dyrektor sportowy Legii Warszawa, Michał Żewłakow
Od razu mówimy – praktycznie wszystko w tej wypowiedzi źle się zestarzało. Nie chcemy tu nawet „grillować” Michała Żewłakowa. Uważamy, że już wystarczająco mu, a także każdemu odpowiedzialnemu za ten transfer się dostało. Poza tym, o ile od początku profil Rajovicia wyglądał dość podejrzanie, trudno było przewidzieć, że będzie aż tak źle, jak pokazała rzeczywistość. Prawdą w tej wypowiedzi było może jedynie to, że świetne warunki fizyczne tego zawodnika są jednak faktem. Inna sprawa, że okazało się, iż nie do końca potrafi z nich korzystać i mimo 1,97cm, miał podczas całej przygody w barwach Legii doprawdy olbrzymie problemy ze skuteczną grą głową, która przy takich gabarytach, mówiąc wprost, powinna być standardem.

Przytłaczająca kwota i gra „na siłę”
Ważnym czynnikiem, wpływającym na ocenę tego ruchu transferowego jako najgorszego w historii Ekstraklasy, jest cena. Choć chwilę później pobita przez Widzew Łódź i Osmana Bukariego, przez moment 3 miliony euro, jakie zapłaciła za niego Legia, stanowiły rekord całych naszych rozgrywek (do dzisiaj jest to rekord samej Legii). Oczekiwania lekko mówiąc, nie zostały spełnione. Przed przenosinami do Legii pojawiały się opinie, jakoby był to dość „kwadratowy”, ale ogólnie niezły napastnik. Tak generalnie określali go duńscy kibice. Z drugiej strony, wśród fanów Watfordu, z którego Mileta Rajović odchodził od Legii, sympatycy angielskiego klubu, nie kryli zaskoczenia wysokością zapłaconej przez polski klub kwoty.
Faktycznie umiejętności technicznych nie ma na wysokim lub nawet zadowalającym poziomie. Niby nie każdy napastnik musi je mieć i generalnie kibice Legii od razu mogą sobie przypominać o Tomasie Pekharcie – profilu zbliżonym do „Rajo”. Mówimy tu jednak o napastniku, jak pokazał czas, jednak o wiele bardziej jakościowym. Jak wspominaliśmy, Rajović strzelił w poprzedniej kampanii 10 goli (odkąd Papszun jest w klubie, zaledwie 3).
A może po prostu nie jest to typ napastnika, który strzela dużo goli? Moglibyśmy tak mówić, gdyby wyróżniał się czymś innym. Niestety, poza brakiem umiejętności strzeleckich, Mileta Rajović ma deficyty jeżeli chodzi o bieganie, ruchliwość, zwrotność, wspomnianą grę głową, w utrzymaniu się przy piłce… Dryblowanie czy rozgrywanie piłki też nie jest jego mocną stroną.
Nie chcemy kopać leżącego, jednak mówiąc wprost, nie zgadzało się NIC, a dobre występy Duńczyka w barwach „Wojskowych” można policzyć na palcach… I to jednej ręki. Były to raczej wyjątki niż jakieś serie lepszych spotkań. Najczęściej raczej to on był wymieniany jako jedna z głównych przyczyn tego, że Legia Warszawa nie osiągała oczekiwanych rezultatów.
***
Czy był zatem najgorszym transferem w historii ligi? Inaczej byśmy go oceniali, gdyby na przykład kompletnie zawiódł i miał trenerów, którzy natychmiast go odrzucili. Nie grał, nie przebił się – bo był za słaby… To była jednak inna historia. Mieliśmy do czynienia z piłkarzem, po którym widać było, iż na boisku po prostu strasznie się męczy, jednak regularnie dostawał kolejne i kolejne szanse na odbudowywanie się. Stawiał na niego i Iordanescu, i Astiz, i Papszun. Nie wiemy na ile była to kwestia faktycznej wiary w odbudowanie zawodnika, a na ile jednak naciski od zarządu, aby na niego stawiać ze względu na zapłaconą kwotę i chęć jej odzyskania. Sytuacja była jednak patowa.
Trudno nie odnieść bowiem wrażenia, że każdy inny zawodnik z kadry, grając tak słabo, po prostu przestałby dostawać swoje szanse. Jedna sprawa to przegrać rywalizację. Mileta Rajović jednak po prostu utrudniał wszystkim wokół siebie na boisku grę, a mimo tego dalej na niego bezrefleksyjnie stawiano. Od swojego przyjścia, Duńczyk nie zagrał tylko dwa razy – zawsze wchodził na minimum kilka minut, a w większości przypadków grał od początku i dostawał dużo czasu…
To też poniekąd wina trenera – czasem kilka meczów przerwy mogłoby być bardziej optymalnym rozwiązaniem dla wszystkich stron… Odciążającym z presji samego napastnika, a może nawet klub oraz trenera. Tymczasem co mecz powtarzała się ta sama historia. I tak w kółko. Mileta Rajović stawał się coraz bardziej nielubiany przez trybuny, a sam zdawał się tracić pewność siebie. W końcu doszliśmy do momentu, kiedy Mileta Rajović dostawał po kilka minut w końcówkach spotkań. A związek ten w ostatnim czasie wydawał się już kompletnie wypalony (o ile kiedykolwiek była tam jakaś „iskra”).
Wściekły Rajović i nieuznany gol ⤵️
„Papszun daje mu kolejną i kolejną szansę. A może warto wyciszyć emocje, dać mu odpocząć 2 tygodnie w treningu, żeby popracował nad sobą. […] Gość kosztuje tyle kasy i mam się cieszyć z tego, że napastnik wykonał ruch na bliższy słupek!… pic.twitter.com/VMbnbq2uQ2
— Kanał Sportowy (@Sportowy_Kanal) August 3, 2026
Legijna „persona non grata”
Mileta Rajović dla świętego spokoju i samego siebie, i kibiców, i klubu, powinien był odejść. Przenosiny do Midtjylland to oczywiście tylko wypożyczenie z opcją wykupu, jednak nawet jeżeli by się w Danii nie poradził i tamci by go nie wykupili, trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym były zawodnik Watfordu wraca do Legii i odgrywa ważniejszą rolę. Tym bardziej biorąc pod uwagę to, że on już przegrał rywalizację ze Zjawińskim i Adamskim, a obok znajduje się nowy nabytek Legii, Jan Kuchta.
Sytuacja Rajovicia w Legii jest już na tyle zła, że naprawdę trudno byłoby odwrócić Duńczykowi opinię na swój temat. Mówiąc wprost, w Polsce jest już postacią karykaturalną, a przez kibiców Legii nie jest już mile widziany. Upust swojemu niezadowoleniu z jego obecności na boisku kibice zresztą każdorazowo okazują, gdy tylko 27-latek pojawiał się w ostatnim czasie na murawie. Gwizdy, obśmiewanie błędów i intensyfikacja wyraźnego niezadowolenia trybun wtedy, gdy tylko on jest przy piłce. Zostanie w klubie byłoby drogą do nikąd. Nikt go tu nie chce i on sam sądząc po jego nerwowych reakcjach, również niekomfortowo czuje się w takim środowisku – doprawdy toksycznym.
***
Pogląd kibiców na Rajovicia i to, co sądzą o jego grze widać również w liczbach.
Na portalu kibicowskim, Legia.Net prowadzona jest co meczowa możliwość oceny piłkarzy za dane spotkania (skala od 1 do 10). Później przez sam portal te liczby są zbierane i liczony jest średni wynik. Ile wynosił on u Rajovicia w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu?
3,69 – najmniej spośród wszystkich zawodników zaklasyfikowanych jako członkowie pierwszego składu (grających w rundzie wiosennej minimum dziewięć razy).
Oczywiście, wpływ na jego ocenę miał pewnie wpływ sam fakt, że Mileta Rajović nie jest zbyt lubianym piłkarzem. Jednak mówiąc szczerze, w większości te oceny pokrywają się z chłodnym testem oka. Mileta Rajović był zdecydowanie najgorszym zawodnikiem rundy wiosennej sezonu 2025/2026 w Legii Warszawa.

Czy Mileta Rajović na to wszystko sobie zasłużył?
Skala krytyki, jaka dotykała w czasie pobytu Milety Rajovicia w Polsce jest niebywała. Obiekt nieustannych drwin, żartów, a w pewnym momencie pewnego rodzaju „popychadło” dla wszystkich działających w jakiejkolwiek formie w mediach. Wiele wypowiedzi pozbawionych już nawet poczucia dobrego smaku. W końcu ten okres minął i w przypadku Legii będzie można dyskutować o czymś innym niż o Rajoviciu. Rajoviciu, który jest już dzisiaj w Polsce postacią bardzo znaną nawet przez ludzi spoza ekstraklasowej bańki. Kojarzy się oczywiście z samym najgorszym.
😤 Wściekły Mileta Rajović po zejściu z boiska w meczu z Zagłębiem Lubin. pic.twitter.com/0YwVSH4yO7
— Meczyki.pl (@Meczykipl) August 2, 2026
Aby być fair wobec Rajovicia, należy wspomnieć o golu na wagę awansu do Ligi Konferencji Europy przeciwko Hibernianowi (przy początku jego przygody z Legią). Poza tym niestety trudno szukać realnie momentów, kiedy po czymś, co zrobił Duńczyk, kibice by się cieszyli. Finalnie dobrze, że to się kończy – oby na dobre. Każdy sobie odpocznie i zyska oczekiwany przez miesiące spokój.